XIX FDW O POLAKACH I SERDUSZKACH / ZABIĆ PREZYDENTA

“Nie jestem patriotą” myślałam, kiedy czytałam lekturę gimnazjalną “Kamienie na szaniec”, jak i podczas rozmów z prababcią, która przeżyła drugą wojnę światową . Jednak po obejrzeniu spektaklu “Zabić prezydenta” wiem, że coś jednak z tej patriotycznej postawy w sobie mam. Jak i każdy z was! Z nas! Polacy, my jesteśmy odważni. Nieważne czy chodzi o powstania, strajki… czy może wymierzanie sprawiedliwości własnymi rękami.

No dobrze, większość z nas nigdy by o tym nie pomyślała. Zabić prezydenta! Nie ma mowy! Jak wiemy w życiu każdego człowieka przychodzi moment furii, bezgranicznego opętania, amoku, w którym myślimy (lub robimy) rzeczy straszne. Dla Eligiusza Niewiadomskiego było to, jego zdaniem, pogwałcenie praw Polaków, niesłuszne oddanie władzy mniejszości, pozbawienie ludzi prawych głosu. Co postanowił zrobić? A no działać! Czy polecam metodę pana Niewiadomskiego? Definitywnie nie, chociaż ciut zawziętości i pewności siebie nikomu nie zaszkodzi.

Przechodząc do walorów artystycznych: jestem wielką miłośniczką dobrze zagranych ról przez wybitnie dobrych aktorów – więc pan Arkadiusz Buszko, będąc fenomenalnym na scenie, pełnym pasji, energii, od razu skradł moje serduszko. Postać kreowana na scenie była dokładnie taka, jaką sobie ją wyobrażałam, pełna chaosu, dostojna, porywcza i inteligentna. Niestety, los chciał żebym, całkowitym przypadkiem, sama zepsuła sobie ten spektakl. Chcąc uzupełnić swoją wiedzę z zakresu historyczno-zamachowego pogrzebałam w internecie… i znalazłam popularno-naukową stronę poświęconą morderstwu Gabriela Narutowicza, która słowo w słowo cytowała (lub na odwrót?) monolog, który usłyszałam na przedstawieniu “Zabić prezydenta”. Moje ogólne wrażenie pozostało jednak pozytywne – za niezmiernie ciekawy pomysł uważam sposób, w jaki spektakl się zaczął, jakbyśmy byli uczestnikami wystawy malarskiej pana Eligiusza, który z biegiem czasu się przed nami otwiera, opowiada swoją historię, a gdy uznaje, że to koniec – po prostu wychodzi. Jeszcze raz wielkie brawa dla odtwórcy roli zamachowca, który przez cały czas bardzo kojarzył mi się z panem Maciejem Litkowskim (aktorem grającym w zeszłym roku w sztuce “Kalifornia nieśmiertelni”) – a to według mnie ogromny komplement!

Marta Winkiel

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.