XIX FDW ROZWAŻANIA WOKÓŁ TYGRYSA / SEKSUALNE NEUROZY NASZYCH RODZICÓW

Szklana konstrukcja przypominająca gablotę, stół, akwarium i w nią wkomponowany tygrys, a raczej jego szkielet obnażony z mięśni, sprężystych ścięgien, skóry. Nie przeraża, komponuje się harmonijnie z bielą i srebrzystością ścian. Co za tygrys? Po co tygrys? Nie jest to typowa ozdoba salonu w domu klasy średniej, a jego gościem jest się przez znaczną część przedstawienia. Nie pasuje też jako wyposażenie sklepu warzywnego, w którym pracuje Dora – główna bohaterka spektaklu „Seksualne neurozy naszych rodziców”. W gabinecie psychiatry też zadziwia. Zbyt cenny byłby jako rekwizyt w pokoju hotelowym – miejscu schadzek Dory z cynicznym kochankiem.

Ale jest i intryguje przez 120 minut spektaklu. Jest niemym aktorem, wokół którego krążą bohaterowie historii w różnych konfiguracjach: rodzice i córka, lekarz i pacjentka z matką, pracodawca, jego schorowana rodzicielka i pracownica, kochanek i kochanka. A tygrys stoi monumentalnie w pozie, której nauczyli go (a raczej jego kości) rekonstruktorzy. Był wojowniczy, dziki, okrutny nawet, podstępny i piękny, elegancki i płomienny, a teraz stoi i nic-przestrzeń wypełnia.

Ale jest jeszcze postać, która w każdej scenie przebywa blisko tygrysa, siedząc przy stole, leżąc na łóżku hotelowym i szpitalnym, układając na straganie warzywa i owoce – Dora -autystyczna (?) dziewczyna. Matka i ojciec starają się otoczyć córkę profesjonalną opieką, począwszy od dbania o jej higienę, czytanie bajek przed snem, zapewnienie jej nieskomplikowanej pracy u „dobrych ludzi”, do znalezienia lekarza zaangażowanego i starającego się pomóc młodej kobiecie. Rodzice robią wszystko, aby rozwiązać jej „problem”, gdy zajdzie w ciążę z nieodpowiedzialnym mężczyzną. Miłość, wsparcie, czułość, współczucie, dobra rada, zaangażowanie to tylko pozorne postawy otoczenia wobec Dory, bo tak naprawdę przez cały spektakl oglądamy tresowanie bohaterki przez dorosłych, wśród których tylko matka sklepikarza wydaje się szczera w relacjach z dziewczyną. Na „dzikie zwierzę” w Dorze zapolowano – najpierw uśpiono (długa kuracja lekami psychotropowymi), potem obudzono jej dzikość (zaprzestanie terapii), rozbudzono jej seksualność i rozpoczęto strzelanie (gwałt, aborcja), pętanie (uczynienie Dory bezpłodną), ostatecznie – zlikwidowano.

Matka chciała w otumanionej lekami córce odnaleźć swoje dziecko, dlatego pragnęła kontaktu z córką nieznajdującą się pod wpływem środków. Marzyła o innej osobie niż ta, którą spotkała. Dora, niczym bogini Echo powtarzała tylko te słowa, które usłyszała od dorosłych: – seks jest dobry i naturalny, rodzina to rodzice i dziecko, trzeba być miłym dla innych, należy właściwie eksponować warzywa na półkach sklepowych. Cytując czyjąś wypowiedź, potrafiła nieświadomie demaskować zakłamanie świata, w którym funkcjonowała. Dobrym tego przykładem jest rozmowa o seksie z lekarzem – zwolennikiem swobody seksualnej Dory, który omówił z nią reguły obowiązujące w świecie: nie na ulicy, nie na wolnym powietrzu, nigdy z dziećmi, z kobietą może być, ilość stosunków – dowolna. Dziewczyna jest zdezorientowana, gdy przypadkowo widzi swoich rodziców w nietypowej sytuacji erotycznej. Skomentuje wydarzenie w sposób wyuczony, pochwali akt seksualny i przyjmie ciosy ojca za swoje słowa.

Irytuje, pociąga, wzbudza współczucie, odtrąca – nie pozostawia obojętnym. Zaangażowanie przejawiają wszyscy, ale wciąż przybierają pozy, zakładają maski. Dora nie zna konwenansów i mówi wprost, nie boi się tematów tabu, informuje o swoich marzeniach. Jej dzikość, piękno zamordowano i pozostał tylko… Tygrys? Może to jego szkielet zepchnięty pod stół opowiada nam przy akompaniamencie akordeonisty smutną historię życia istoty dzikiej i osaczanej? Doro, czy to Ty jesteś pod stołem?

Ewa Noworzyn-Pilch

*Recenzentka nie jest biegłym zoologiem i jest świadoma, iż mogła błędnie określić gatunek, za co z góry przeprasza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Font Resize
Kontrast